/Deutsche Bank

16 czerwca

2020

Potwierdził się wstępny odczyt GUS, zgodnie z którym ceny w maju wzrosły o 2,9 proc. w porównaniu z majem ubiegłego roku. Jednak to już trzeci miesiąc z rzędu, gdy podwyżki cen wyhamowują. Z kolei porównując ceny miesiąc do miesiąca, w maju pozostały one na praktycznie takim samym poziomie jak w kwietniu - spadek jest minimalny i wynosi 0,2 proc.

Przypomnijmy, że w tym roku inflacja była najwyższa w lutym, gdy wyniosła 4,7 proc. W marcu spadła, ale zaledwie o 0,1 pkt proc. Z kolei przed miesiącem zaliczyła zjazd z 4,6 do 3,4 proc. W maju natomiast spadła o kolejne 0,5 pkt proc. do poziomu 2,9 proc.

Inflacja ciągle przekracza docelową wartość NBP, czyli 2,5 proc., ale mieści się w dopuszczalnym przedziale 1,5-3,5 proc.

gusinflacja


defimarketcapio


dblowinterest


pzpr2020


2012

W niewyjaśnionych okolicznościach, tragicznie zginął generał Sławomir Petelicki. Pomysłodawca i pierwszy dowódca Jednostki Wojskowej 2305 GROM. Komandosi z GROM-u szkolili się u boku najlepszych na świecie. Jednostka szybko zyskała uznanie i ogromny szacunek w świecie. Sławowmir Petelicki był od 1969 r. do 1990 r. funkcjonariuszem Departamentu I MSW - wywiadu cywilnego PRL. Był również honorowym członkiem 5th i 10th Special Forces Groups (US Army Special Forces) „zielonych beretów” Armii Stanów Zjednoczonych, wszechstronnie przeszkolonym na żołnierza działań specjalnych, także w tych oddziałach. Posiadał złotą odznakę GROM z wieńcem. Uzyskał m.in. uprawnienia skoczka spadochronowego wojsk powietrznodesantowych, strzelca wyborowego, płetwonurka, 5 dan w karate fudokan i uprawnienia kierowcy pojazdów wojskowych. Zmarł w wyniku rany postrzałowej. Został pochowany 26 czerwca 2012 r. w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

petelickiagentzmarl

1944

https://pl.wikipedia.org/wiki/George_Junius_Stinney

1943

Zdjęcie przedstawia odszyfrowaną tajną depeszę Kuriera z Warszawy Jana Nowaka Jeziorańskiego z dnia 16 czerwca 1943 roku, informującą o groźnej dekonspiracji struktur zaangażowanych w jego misję kurierską w Gdyni.

jezioranski

1942

Niszczyciel eskortowy ORP „Kujawiak” zatonął po wejściu na minę u wybrzeży Malty. Zginęło 13 członków załogi, a 12 zostało rannych.

kujawiak

kujawiak2

1940

10 Brygada Kawalerii Pancernej pod dowództwem generała Stanisława Maczka stoczyła z Niemcami walkę o francuskie miasto Montbard. Wojska polskie osłaniały w ten sposób odwrót wojsk francuskich w kierunku Kanału Burgundzkiego. Działanie Polaków przyniosło efekt w postaci wyparcia Niemców z Montbard. Straty polskie wyniosły - 17 poległych i 30 rannych żołnierzy oraz trzy czołgi. Po stronie niemieckiej zginęło 60 żołnierzy, kilkunastu wzięto do niewoli. Mimo to zwycięska bitwa nie umożliwiła zdobycia przepraw a przerzucony most został wysadzony w powietrze. Gen. Maczek zdecydował się zatem opuścić miasto.

maczek

1922

Do Piekar Śląskich wkroczyły oddziały Wojska Polskiego pod dowództwem generała Stanisława Szeptyckiego. Do miasta wjechali zarówno Ułani jak i piechota. Polacy zostali uroczyście powitani przed Bazyliką Najświętszej Maryi Panny.

szeptycki

1920

Na uwagę zwraca ostatnia strona, gdzie jest reklama “Pożyczki Odrodzenia”. Promowano ją jako “obowiązek obywatelski” i każdy dostawał pamiątkowy medal 🤔 A zgadnijcie kto obsługiwał tą pożyczkę? “Polsko-Amerykańskim Union Liberty Bank”.

rzeczpospolita

rzeczpospolita2

1915

W czasie pierwszej wojny światowej II Brygada Legionów Polskich pod dowództwem generała Józefa Hallera zwana również “żelazną brygadą” stoczyła pod Rarańczą w obwodzie czerniakowskim krwawą bitwę z piechotą rosyjską. Była to pierwsza z dwóch bitew stoczonych w czasie tej wojny w tym miejscu. Druga bitwa pod Rarańczą miała miejsce w 1918 roku.

zelazna

1775

Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych: zwycięstwo Brytyjczyków w bitwie o Bunker Hill. Bitwa pod Bunker Hill znana jest również dzisiaj pod nazwą bitwy pod Breeds Hill. Pomimo iż w porównaniu z bataliami toczonymi na kontynencie europejskim można ją zaliczyć do niewielkich potyczek, to jednak miała ona kapitalne znaczenie dla dalszego rozwoju sytuacji w konflikcie Wielkiej Brytanii z kolonistami w Ameryce Północnej. Była bowiem pierwszą bitwą wojny, której efektem było uzyskanie niepodległości przez Stany Zjednoczone - państwo które w ciągu ponad 200 lat rozwoju stało się jedną z największych potęg światowych. Z punktu widzenia historii sztuki wojennej natomiast Bunker Hill zyskało wymiar niemal legendarny, w którym słynna niezwyciężona brytyjska piechota została w zasadzie upokorzona i to nie przez doborowe pułki kawalerii czy piechoty, lecz przez prostych farmerów i myśliwych, których na szańce wzgórza powiodły ideały aktualne również do dzisiaj. ojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych ma dość oryginalny charakter. Była to właściwie wojna w której przeciwko Anglikom uznającym rząd w Londynie, walczyli Anglicy osiedleni przed laty w koloni zamorskiej, którzy zaprzestali uznawać ten rząd. Gdyby konflikt nie zakończył się zwycięstwem Amerykanów, zapewne nazywano by go wojną domową w koloniach lub po prostu rebelią czy buntem kolonistów. W mojej opinii najlepszą nazwą jest jednak Rewolucja Amerykańska. Nie była to bowiem wojna jedynie w celu uzależnienia się od Korony Brytyjskiej. Walce o niepodległość towarzyszyły też ideały liberalizmu zarówno ekonomicznego jak i politycznego, które po odniesieniu zwycięstwa pomogły zbudować największą potęgę militarną i ekonomiczną na świecie. W 1764 dobiegła końca wojna siedmioletnia z której Wielka Brytania wychodzi zwycięsko zdobywając na Francuzach Kanadę. Wojna była jednak bardzo kosztowna i imperium musiało zaciągną spory dług publiczny. Po zakończeniu działań wojennych Londyn zdecydował się przerzucić ciężar spłacenia długu na obywateli w koloniach zamorskich. Zwiększający się nacisk fiskalny, powodował coraz szersze niezadowolenie . Koloniści zarzucali więc rządowi w Londynie iż łamie prawa, ograniczając wolności ekonomiczne swoich obywateli w Ameryce. Starali się również przekonać rząd do ustępstw stosując inne formy protestu z których najskuteczniejszy był bojkot towarów pochodzących z metropolii. Londyn jednak uzasadniał swoją politykę względami historyczno - ekonomicznymi. Starano się zatem wdrażać w życie doktrynę głoszącą iż obciążenie kolonii jest koniecznością wynikającą z potrzeby zapewnienia im należytej ochrony. Zatem za wojnę z Francuzami i Indianami powinni zapłacić w szczególności koloniści, skoro podczas konfliktu pozostawali w bezpośrednim zagrożeniu wroga a Wielka Brytania prowadząc wojnę zapewniała im przecież ochronę. Koloniści wszakże wojny tej nie rozpoczęli, stąd ta absurdalna teza spotkała się jedynie z krytyką i oburzeniem. Obecnie jak wiemy równie absurdalne teorie uzasadniające niszczący gospodarkę fiskalizm, słyszymy często z ust rodzimych polityków i niestety nie towarzyszy temu aż tak powszechna krytyka społeczna. Być może jednak jest tak, iż osiemnastowieczni koloniści, byli od nas Ź żyjących obecnie znacznie mądrzejsi i potrafili zjednoczyć się i skutecznie przeciwstawić rządowemu bezprawiu. Do najważniejszych ustaw tego okresu wydanych przez Parlament Brytyjski należał Sugar Act - z 1764r, który wprowadził wysokie stawki ceł na eksportowaną trzcinę cukrową oraz Stamp Act z 1765 r , którym opodatkowano dosłownie wszystko w koloniach co można było wydrukować od gazet po karty do gry oraz wszelkie dokumenty. Oba akty w znacznym stopniu prowadziły do ograniczenia możliwości gospodarczych kolonii i stanowiły ogromne obciążeniu dla tak młodego organizmu, który posiadał stosunkowo niewielkie siły wytwórcze. Spowodowały one znaczne zaostrzenie stosunków pomiędzy kolonistami a reprezentacją rządu w Londynie. W koloniach w ramach oporu Ź starano się na wszelkie sposoby niewelować skutki ustaw podatkowych, organizując przemyt i czarny rynek. Odpowiedzią na to było wprowadzenie do Bostonu silnego garnizonu angielskiego oraz akcje policyjne. Konfiskowano zatem przemycane towary oraz dokonywano częstych rewizji statków. Na tym tle doszło w marcu 1770r. do pierwszych poważnych zamieszek gdzie padły pierwsze ofiary śmiertelne. Oburzeni na zachowanie żołnierzy mieszkańcy Bostonu zaatakowali kamieniami Urząd Celny. Wartownicy oraz pluton żołnierzy którzy nadeszli im z pomocą, otworzyli ogień do protestujących zabijając 3 osoby i raniąc 6. Wydarzenie to nazwano przesadnie “masakrą w Bostonie”. Koloniści uważali zatem iż polityka Londynu jest nie tylko dla nich krzywdząca ale i bezprawna. Zgodnie z hasłem “No taxation without representation!” ( żadnych podatków bez reprezentacji ) domagali się w szeregu petycji, zaprzestania stosowania arbitralnego prawa w stosunku do nich i przyzwolenia na posiadanie reprezentacji w Parlamencie. Londyn nie zamierzał jednak iść na jakiekolwiek ustępstwa nie przejmując się możliwością jakiegoś zorganizowanego sprzeciwu obywateli w koloni. Pomimo dokonanych obciążeń podatkowych na gospodarkę amerykańską, dochody Korony Brytyjskiej były nikłe w porównaniu do tych jakie oczekiwano uzyskać, czy też jakie, ze względu na dziurę budżetową, należało uzyskać. W związku z tym rząd posunął się jeszcze dalej i w 1773r. przyznał Kompanii Wschodnio Indyjskiej licencję na przywóz do Ameryki pół miliona funtów herbaty, której już nigdzie indziej nie dawało się sprzedać. Kompania Wschodnio Indyjska Ź była rzecz jasna państwowym tworem mającym rzekomo za cel ochronę rynku herbaty przed spekulacjami, podczas gdy w rzeczywistości była swoistym narzędziem fiskalnym. Wraz z licencją Kompania otrzymała również szereg różnych ulg prawnych z których najważniejszym było zwolnienie jej z wszelkich podatków. Dawało to Kompanii znaczną przewagę nad kupcami w koloniach i umożliwiało w przyszłości zmonopolizowanie handlu herbatą w Ameryce. Autor tego pomysłu Lord North uważał podobno iż koloniści zaakceptują go gdyż pozwoli im to na zakup znacznie tańszego produktu, po wyeliminowaniu pośredników. Koloniści jednakże pojęli prawdziwe intencję Tea Act, który był jawnym pogwałceniem zasady równości wobec prawa i prowadzić mógł bezpośrednio do zrujnowania rodzimego handlu. Sprawę herbaty zaliczono zatem na poczet kolejnego bezprawia Londynu, zmierzającego do zarobienia na koloniach sporych sum kosztem ruiny lokalnych kupców. Odpowiedzią był zatem bojkot herbaty w czym czynny udział brały również kobiety Ź jako przecież główny nabywca tego towaru. W wielu portach natomiast urządzono demonstracje zmuszając kapitanów statków do żaglowania z powrotem do Anglii wraz z �tanią” herbatą. 16. XII 1773r. w Bostonie natomiast koloniści przebrani za Indian z plemienia Mohawk, wdarli się na pokłady statków i wyrzucili całą herbatę prosto do morza. Wydarzenie to, które przeszło do historii pod żartobliwą nazwą ” Boston tea party” dało przykład mieszkańcom innych portów, którzy starali się dokonywać podobnego sabotażu. W wyniku tych akcji, cała sprawa interesu herbacianego zakończyła się oczywistą porażką metropolii. Wyrzucenie herbaty do morza w Bostonie spotkało się jednakże z ogromnym oburzeniem rządu w Londynie, jak również samego króla Jerzego III, który doszedł do wniosku iż taka niesybordynacja godzi w jego autorytet. Wezwał więc rząd do wszczęcia stosownych kroków mających na celu przymuszenie kolonistów do posłuszeństwa. Na apel króla, parlament brytyjski uchwalił cztery ustawy restrykcyjne a do jednej już istniejącej, a dotyczącej zasad kwaterowania wojska, wprowadził poprawki uwzględniając w niej sprawę koloni. Ustawy te parlamentarzyści nazywali prawami przymuszającymi, koloniści zaś nadali in wspólną nazwę Intolerable Acts Ź ustaw nie do przyjęcia. Ustawy te dotyczyły poszczególnych zapalnych kwestii. Pierwsza “Boston Port Bill” zamykał port w Bostonie i nakładał obowiązek zwrócenia wszelkich szkód związanych z “tea party “. Drugi dotyczył zasad wymierzania sprawiedliwości i nakazywał każdego urzędnika brytyjskiego oskarżonego o jakiekolwiek przestępstwo Ź sądzić jedynie na terenie Anglii. Ustawa o rządzie w stanie Massachussets pozbawiła uprawnień tamtejszą radę miejską i oddała całą władzę nad stanem w ręce gubernatora. Czwarty aktem natomiast przekazano część terytoriów północnych stanów Kanadzie, zmniejszająć terytorium kraju. Akty te a w szczególności nakaz kwaterunku oraz zamknięcie portu w Bostonie wywołały wrzawę w koloniach. Boston był bowiem najważniejszym portem handlowym kolonii zapewniającym jej gospodarczą egzystencję. Sami mieszkańcy Bostonu zwrócili się do sąsiednich stanów z prośbą o pomoc, nawołując do zawieszenia handlu z metropolią. We wrześniu 1774 zorganizowano natomiast kongres przedstawicieli prowincji w Filadelfii, którzy uzgodnili wspólną polityę względem Londynu. Ustalono między innymi, iż porozumienie z metropolią może mieć miejsce jedynie w razie odwołania krzywdzących ustaw w związku z czym, kolonie miały podjąć zorganizowany opór polegający przede wszyskim na bojkocie towarów brytyjskich. W tym cely wydano rezolucję zobowiązującą wszystkich kupców do bojkotu towarów pochodzenia angielskiego. W razie interwencji zbrojnej nakazano zorganizowanie milicji złożonej z obywatelii, która mogłaby w ciągu krótkiego czasu stać się zalążkiem sił zbrojnych. W tym celu nakazano składowanie broni i zorganizowanie magazynów wojskowych. Dyrektywy kongresu weszły w życie i już po kilka tygodniach w wielu stanach istniała zorganizowana milicja oraz magayzny broni. Brytyjczycy nie zamierzali jednak przyzwolić na tego rodzaju działania. Głównodowodzący siłami angielskimi w kolonii, generał Thomas Gage nakazał zorganizowanie akcji przeciwko magayznom broni. W ten sposób doszło do pierwszych starć zbrojnych z kolonistami jakimi były potyczki pod Lexington i Concord. Otrzymawszy rozkaz zniszczenia magazynu broni w Concord, pułkowinik Smith z oddziałem około 600 ludzi 18 kwietnia 1775r. pomaszerował do miejscowości Lexington, gdzie jednak oczekiwała na niego grupa milicji. Taki stan rzeczy wyniknął z faktu iż planów generała Gage nie udało się zachować w tajemnicy i koloniści dowiedzieli się o nich od mieszkańców Bostonu zatrudnionych przy wojsku. Pod Lexington napotkana milicja oddała w kierunku żołnierzy kilka strzałów, a żołnierze odpowiedzili ogniem zabijając 7 ludzi. Milicja wycofała się a wojsko kontynuowało marsz do Cocord. W Concord nie niepokojony przez nikogo pułkownik Smith znalazł magazyn broni i żołnierze zniszczyli ją wraz z nagromadzonymi zapasami żywności. Kiedy po zakończeniu tych działań, żołnierze rozpoczeli posilać się do osady weszła niespodziewanie grupa milicji w sile około 400 ludzi. Brytyjczycy pierwsi otworzyli ogień zabijając 2 ludzi. Milicjanci również otworzyli ogień zabijając 3 i raniąc 8 żołnierzy, po czym wycofali się w nieładzie. Dowódca angielski ruszył prędko w drogę powrotną. W czasie marszu jednak do odziału otwierano raz co raz ogień z okolicznych osad. Postanowiono bowiem w stan gotowości całą milicję, która obsadziła rejon drogi do Bostonu. Oddział brytyjski ostrzeliwywany z okien domów, lasów i zarośli odpowiadał ogniem, jedakże przeciwnik nie zamierzał wdawać się w bitwę w polu. Nieprzygotowani na taki sposób partyzantckiej lub też indiańskiej walki żołnierze ponosili straty i od zniszczenia uratowało ich wyjście naprzeciw innego oddziału brytyjskiego w sile 1200 ludzi i z dwoma działami, którymi udało się osłonić odwrót pułkownika Smitha do osady Charlestown. Walka dobiegła końca. Brytyjczycy stracili 73 zabitych i 174 rannych. Koloniści mieli 49 zabitych i 41 rannych. Były to pierwsze ofiary tej wojny. Smith zrelacjonował potem jakoby koloniści dopuścili się okrucieństw na zabitych i rannych, skalpując ich. Nie wiadomo czy jest to prawda, historycy amerykańscy jednak przeczą temu. Skutkiem potyczek pod Lexington i Concord w kolonistach wzrosło poczucie zagrożenia przed możliwymy akcjami wojska,które stacjonowało w Bostonie. Pragnąc nie dopuścić do podobnej ekspedycji żołnierzy Korony, do prowincji zaczęli przybywać uzbrojeni ochotnicy formując się w kolejne oddziały milicji. Wokół Bostonu wkrótce zebrało się kilka tysięcy ludzi. Nie była to jednak jakaś zorganizowana armia, nie posiadała jednego dowództwa ani jakiekogoś konkretnego planu działania. Generalnie zamierzano oblegać Boston ale jak się wydaje pomysł ten pojawił się później, a początkowo raczej kierowano się chęcią zablokowania tylko garnizonu w tym mieście. W tym czasie Brytyjczycy nie podjęli jednak żadnych przeciwakcji oczekując na posiłki. Dowódca wojsk brytyjskich, znajdujących się w rejonie Bostonu, generał Thomas Gage po potyczkach oddziału pułkownika Smitha zdał sobie sprawę iż jego położenie jest coraz bardziej poważne. Gromadzące się w prowincji oddziały kolonistów rosły z dnia na dzień i praktycznie Boston był oblężony. Miasto zresztą zostało ufortyfikowane i przygotowane do odparcia szturmu. Gage wysłał jednak wcześniej już prośbę o pilne posiłki i otrzymał je jeszcze pod koniec maja, gdy przybyły niewielkie oddziały generałów majorów Johna Burgone, Henry Clintona i Williama Howe. Rząd w Londynie, zlekceważył bowiem jego raporty i uznał iż sytuacja nie może być aż tak dramatyczna. W takiej sytuacji Gage po naradzie z kolegami postanowił podjąć próbę przełamania oblężenia. Nie było jednakże możliwości zachowania czegokolwiek na temat planów militarnych w tajemnicy przed kolonistami, ponieważ w mieście większość obywateli odnosiła się do wojsk Korony nieprzyjaźnie i jawnie wyrażała sympatie dla �rebeliantów”. Amerykanie byli zatem informowani niemal o każdym ruchu Brytyjczyków i również przygotowania do wzmocnienia miasta i planowana ofensywa nie uszły ich uwadze. 15 czerwca koloniści dowiedzieli się o planowanym opanowaniu terenu półwyspu na którym znajdowała się osada Charlestown - teren pomiędzy rzeką Mystic a rzekę Charles. Równocześnie Brytyjczycy planowali również zajęcie Dorchester Heigst, tak by zabezpieczyć Boston przed ewentualnym atakiem od południa. Będąc uprzedzonym o planowanej akcji, koloniści postanowili ufortyfikować wzgórze Bunker Hill, z którego mogliby ostrzeliwać wojska brytyjskie próbujące złamać blokadę lądową półwyspu oraz kontrolować sytuację. Do dzisiaj nie bardzo wiadomo, dlaczego, zamiast na Bunker Hill, rozpoczęli budowę fortyfikacji na Breeds Hill. Bunker Hill było wysokim wzgórzem, jednak nie było położone bezpośrednio przy liniach wroga, natomiast Breeds Hill, chociaż było wzgórzem niższym, położone było tuż przy granicy osady Charlestown. Stąd przypuszcza się że, albo koloniści ze względu na brak dokładnych map, pomylili wzgórza, lub też iż nie dbając o dyscyplinę przy realizacji rozkazu Ź kierujący pracami William Putnam sam zdecydował o budowaniu umocnień na wzgórzu będącym w bezpośrednim sąsiedztwie pozycji wroga. Umieszczając baterię na Breeds Hill można było bowiem bombardować Brytyjczyków w Bostonie. Wiązało się to jednakże z większym ryzykiem wykrycia prac fortyfikacyjnych. W nocy z 16 na 17 czerwca koloniści starając się zachować jak największą ciszę rozpoczęli budowanie swoich umocnień na Breeds Hill. Ze względu jednak na bezpośrednie sąsiedztwo pozycji z pozycjami brytyjskimi Ź zostali nad ranem 17 czerwca dostrzeżeni przez okręty wojenne wroga. Ostrzelały one kilkoma salwami pracujących na Breeds Hill kolonistów, którzy ponieśli jednak nieznaczne straty i kontynuowali kopanie okopów i wznoszenie szańców. Zaalarmowany generał Gage, od razu zdał sobie sprawę iż nie można dopuścić do umocnienia się na wzgórzu kolonistów. Zdecydował się przy tym na dość ryzykowną akcję przeciwko pozycjom nieprzyjaciela, jaką miał być szturm wzgórza. Gage miał nadzieję iż frontalny atak na pozycje kolonistów zmieni również ich nastawienie wojenne. Nie spodziewał się bowiem aby wojsko złożone z farmerów i rzemieślników mogło w jakikolwiek sposób mierzyć się z doskonale wyszkolonymi i wyposażonymi żołnierzami Armii Brytyjskiej. Liczył zatem iż odnosząc zwycięstwo w ten sposób uzyska zarówno korzyści militarne jak i polityczne Ź łamiąc ducha bojowego rebelii. Stąd nie zdecydował się na obleganie wzgórza chociaż miał przecież zarówno dość armat jak i ludzi. Dysponował też flotą, która panowała w zatoce i mogła kontrolować co się dzieje na półwyspie. Nie posłuchał również rad generała Clintona, który sugerował odcięcie kolonistów znajdujących się na wzgórzu od pozostałych wojsk zgromadzonych wokół Bostonu poprzez zaatakowanie i zajęcie wąskiego pasa terenu łączącego półwysep z lądem Ź tzw “Charlestown Neck”. Gage uparł się jednak na wzięcie wzgórza szturmem przez piechotę. W południe zatem na barkach Brytyjczycy rozpoczęli przerzucać swoje siły z Bostonu na półwysep Charlestown. Dowództwo nad żołnierzami mającymi zaatakować wzgórze objął generał William Howe. “Zobaczyliśmy około 40 barek wyładowanych Regularnymi … mogło w nich być około 3000 żołnierzy wroga przeciwko nam, których było 700 i około 500 nadchodzących posiłków. Nieprzyjaciel wylądował na brzegu i ustawił się frontem do nas w podłużnych czworobokach ( …) wspominał potem Peter Brown Ź jeden z obrońców Breeds Hill. W rzeczywistości Brytyjczycy wylądowali początkowo na Charlestown w sile ok. 1500 żołnierzy wraz z 12 armatami. Planowali zaatakować pozycje kolonistów dwoma kolumnami Ź jedną na centrum pozycji, drugą na lewe skrzydło. Dowodzący na wzgórzu natomiast pułkownik William Prescott dysponował milicją w sile około 1000 ludzi Ź w większości byli to koloniści z Massachusetts skąd pochodził zresztą również ich dowódca. Siły te zostały wzmocnione kolonistami z New Hampshire którymi dowodził John Stark oraz grupą milicji z Connecticut którą przyprowadził Irael Putnam. Część posiłków nadeszło przed a część już w czasie trwania bitwy. W ten sposób łączna ilość wojsk kolonistów wyniosła około 1500 ludzi i prawdopodobnie 6 armat. Koloniści nie stanowili faktycznie żadnej regularnej armii. Były to bowiem formacje milicji z trzech prowincji - nie mające wielkiego doświadczenia w profesjonalnej walce i uzbrojone często w broń myśliwską. Tylko niewielki procent posiadał bagnety. W skład milicji wchodzili jednak zazwyczaj dobrzy strzelcy zaprawieni w polowaniach i walce z Indianami. Niektórzy natomiast byli weteranami wojny angielsko - francuskiej w Kanadzie. Takim był jeden z bohaterów tej bitwy Ź 70 letni Seth Pamerey Ź który posiadał stopień generała armii brytyjskiej i walczył po stronie kolonistów jako zwykły żołnierz ze starym muszkietem z wojny angielsko francuskiej. Innym był doktor Joseph Warren Ź szanowany powszechnie i znany obywatel Bostonu, który posiadał stopień generała, lecz był bez przydziału Ź zgodził się jednak walczyć pod pułkownikiem Prescottem w którym rozpoznał zdolnego dowódcę. Pomimo ostrzału z okrętów, kolonistom udało się zbudować część prowizorycznych fortyfikacji: niewielką redutę, okopy i kamienno Ź ziemne wały Ź które umożliwiały im osłonę podczas prowadzenia walki ogniowej z nadchodzącą piechotą, która nie mogła liczyć na taki komfort. Około godziny 15.00 rozpoczął się główny atak. Jak wspominało potem wielu żołnierzy brytyjskich ,nikt się specjalnie nie przejmował kolonistami. Liczona raczej iż wystraszą się oni Brytyjczyków niż podejmą jakąś zorganizowaną obronę. Żołnierze angielscy więc maszerowali powoli pod górę, niczym na paradzie, w zwartych szeregach, mając zatknięte bagnety i często nawet nie załadowane karabiny. Koloniści natomiast widząc zbliżającą się powoli masywną kolumnę, przygotowali się za prowizorycznymi umocnieniami, lecz nie strzelali. Wówczas bowiem padł prawdopodobnie z ust pułkownika Prescotta słynny rozkaz “Don’t shoot until you see the whites of their eyes.” ( Nie strzelajcie aż nie zobaczycie białek ich oczu ). Rozkaz ten wynikał prawdopodobnie z ograniczonej ilości posiadanej przez kolonistów amunicji oraz z faktu iż większość niezdyscyplinowanych i niedoświadczonych rebeliantów strzelałaby nawet na odległość poza skutecznym zasięgiem ognia. Rozkaz ten udało się wykonać dzięki oczywiście specyficznym formom perswazji : porucznik James Dana, zapowiedział zatem iż osobiście zastrzeli każdego, kto otworzy ogień przed komendą. W ten sposób powoli idąca niczym na paradzie kolumna angielska dotarła na odległość 50 jardów od pozycji amerykańskich. W tym momencie po stronie kolonistów, padła komenda do otwarcia ognia. Morderczy oraz prowadzony z bliskiej przecież odległości precyzyjny ogień jaki spotkał kolumnę angielską był dla niej zupełnym zaskoczeniem. Brytyjczycy padali na ziemię jeden po drugim, nie mając żadnej możliwości na zorganizowanie własnego ognia ani nie mogąc iść naprzód pod takim ostrzałem. Straciwszy wielu zabitych i rannych w ciągu kilku minut, Brytyjczycy rzucili się do odwrotu. Ten sam los spotkał kolumnę próbującą obejść i zaatakować lewe skrzydło pozycji amerykańskich. Atak piechoty został odrzucony, jednak Brytyjczycy nie zamierzali zrezygnować. Angielscy dowódcy rozumieli bowiem, iż pomimo błędu jaki popełniono, obecnie nie można się już wycofać. Odstąpienie od szturmów i przejście np. do taktyki regularnego oblężenia oznaczało by utratę reputacji angielskiej armii. Nie minęło zatem nawet piętnaście minut, gdy rozbite i rozproszone wojsko angielskie, znowu stało u podnóża wzgórza, z rozkazem ponownego ataku. Ponownie zatem Brytyjczycy ruszyli do natarcia, mijając po drodze ciała swoich poległych lub rannych kolegów. Atakowali na kierunku reduty oraz fleszów. Efekt był dokładnie taki sam jak poprzednio, w morderczym ogniu, ponosząc ogromne straty, po oddaniu kilku salw, słynna czerwona linia, rozpadła się i żołnierze zaczęli w nieładzie zbiegać ze wzgórza. Ponownie wiele ciał poległych i rannych zaległo przedpole. Brytyjskie dowództwo nadal jednak nie zamierzało zakończyć szturmów. Stawką była bowiem reputacja armii. Obie strony wykazały zatem ogromną desperację. Trzeci atak przeprowadzono dopiero po godzinie, kiedy przybył generał Clinton z posiłkami 900 ludzi. Opierając dwa poprzednie ataki, koloniści wyczerpali niemal zupełnie zapasy amunicji, jednakże zamierzali dalej się bronić. Brytyjczycy nie wiedzieli zresztą iż ich przeciwnik jest w takim krytycznym położeniu, co podkreśla ich wielką determinację. Trzei atak skierowano już tylko na główną redutę milicji na wzgórzu Breeds Hill, pozorując jedynie manewr oskrzydlenia na prawej flance. Zbliżająca się po raz trzeci kolumna angielska, ponownie z bliskiej odległości została powitana salwami muszkietów, jednakże ogień nie był już tak zmasowany jak poprzednio. Przeczuwając iż moment jest odpowiedni, Howe wydał rozkaz do ataku na bagnety i żołnierze rzucili się biegiem na pozycje amerykańskie. Koloniści starali się stawiać pewien opór używając nielicznych muszkietów z bagnetami lub po prostu walcząc kolbami, jednakże nie mogli w takiej sytuacji równać się z umiejętnościami wroga. Wobec tego rozpoczęli odwrót Ź który był mniej lub bardziej zorganizowany. Nie była to jednakże bezwładna ucieczka, ponieważ cześć milicji osłaniała cofających się kolegów, jak np. generał Warren, który dostał postrzał w głowę gdy przeładowywał swój muszkiet, przygotowując się do ostatniej salwy. Brytyjczykom nie udało się dogonić wroga, jednakże oddali parę salw, co przysporzyło pewne straty Amerykanom. Bitwa zakończyła się około 17.30. Brytyjczycy zajęli wzgórze i zdobyli armaty. Straty ich były jednak ogromne i wyniosły od 700 do 1200 zabitych i około 900 rannych. Wynosiły zatem niemal 45 % żołnierzy których zaangażowano w tej bitwie. Generał Clinton miał potem podsumować to zwycięstwo cytując słynny od starożytności zwrot : ” Jeszcze jedno takie i jesteśmy zrujnowani” ( przypisywany rzekomo królowi Pyrrusowi przez historyków rzymskich ) W bitwie zginął dowódca piechoty morskiej major John Pitcairn, zastrzelony wg legendy przez czarnoskórego Petera Salem Ź który był wyzwolonym niewolnikiem i walczył po stronie koloni. Straty kolonistów były natomiast niewielkie i zadano je głównie już w ostatniej fazie bitwy oraz podczas odwrotu. Oblicza się iż Amerykanie utracili około 453 żołnierzy Ź w tym 139 zabitych, 278 rannych i 36 zaginionych. Około jednak 70 % żołnierzy wyszło cało z bitwy i bezpiecznie przedostało się do pozostałych sił. Jak widać Brytyjscy generałowie popełnili w tej batalii szereg błędów których efektem były bardzo wysokie straty wśród żołnierzy i oficerów. Głównym błędem, było oczywiście zlekceważenie przeciwnika oraz jak się wydaje, stawianie wyżej kwestii prestiżowych od zasad taktyki. Za utrzymanie dobrej reputacji brytyjskiej armii, około 1000 żołnierzy straciło życie. Gdyby amerykanom na Breeds Hill nie skończyła się amunicja zapewne odparto by kolejne ataki. Nie wiadomo czy wówczas generałowie angielscy zmienili by zdanie, czy kontynuowali szturmy aż do wyczerpania sił własnych. Bitwa pod Bunker Hill, nie będąca przecież wielką batalią, lecz przy warunkach europejskich Ź jedynie potyczką, miała kapitalne znaczenie dla losów dalszej wojny w Ameryce Północnej. Pomimo iż formalnie przyniosła ona klęskę kolonistom, dała ona im jednak znaczniej więcej korzyści niż szkód. Bardzo szybko stała się legendą Ź przypominającą iż koloniści potrafią walczyć i pokonanie Wielkiej Brytanii jest możliwe własnymi siłami. Koloniści bowiem uważali, iż nie pokonała ich w bitwie wcale armia brytyjska lecz brak amunicji. Bitwa przyniosła im również pewne polityczne korzyści. Usłyszały o niej społeczeństwa państw europejskich, w których zaczęto sympatyzować z “rebeliantami”, a co dziwne również w Anglii, część społeczeństwa odwróciła się od polityki Korony, która przecież przemocą stara się spacyfikować nie kogo innego, lecz własnych pobratyńców. W sytuacji Bostonu Ź bitwa nie przyniosła Brytyjczykom również oczekiwanych rezultatów. Generał Gage został wkrótce odwołany do metropolii a dowództwo przejął generał Howe. Był on jednakże pod wrażeniem bitwy w której przecież osobiście prowadził żołnierzy do ataku ( nigdy więcej tego nie ważył się już praktykować ) i nie zdecydował pomimo formalnego zwycięstwa na dalsze akcje ofensywne. Nie zajął również Dorchester Heigst. W efekcie w marcu wczesnym rankiem Brytyjczyków w Bostonie obudziły kanonady dział zabranych przez kolonistów z Fortu Ticonderoga i przeniesionych właśnie na Dorchester Heigst. W tej sytuacji będąc pod ostrzałem dowództwo brytyjskie uznało iż sytuacja jest beznadziejna. Wojsko angielskie spakowano i załadowano na okręty, na których odpłynęło z Bostonu do Halifax. Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych miała się jednakże dopiero rozpocząć.

usawojna

1487

Odbyła się bitwa na Stoke Field - ostatnie duże starcie zbrojne Wojny Dwóch Róż. Po porażce i śmierci króla Ryszarda III pod Bosworth w 1485 roku, pełnia władzy przeszła w ręce Henryka Tudora, który szybko koronował się jako Henryk VII i dla zakończenia wojny domowej poślubił Elżbietę York, córkę Edwarda IV. Ten pojednawczy krok nie przekonał jednakże wszystkich zwolenników Yorków i ci zaczęli poszukiwania własnego kandydata na tron. Na pierwszy plan wybijała się automatycznie sylwetka 12-letniego Edwarda, Earla Warwick i bratanka Ryszarda III oraz Edwarda IV, ale tkwił on w więzieniu Tower i szanse jego wyzwolenia były znikome. John de la Pole, Earl Lincoln oraz kuzyn Warwicka (był on także mianowany przez Ryszarda III na następcę) postanowił stworzyć w tej sytuacji stworzyć “fałszywego Edwarda”. Stał się nim także 12-letni plebejusz Lambert (lub według innych John) Simnel, uderzająco podobny do Yorka. Już od 1485 został wypatrzony i szkolony przez księdza Richarda Symondsa z zasad dworskiej etykiety i wiedzy ogólnej o królestwie. Na początku 1487 roku został przedstawiony Lincolnowi, a ten natychmiast rozpoznał w nim swego cudownie zbiegłego z Tower kuzyna. Zaraz potem, 19 marca, oboje musieli salwować się wraz z nielicznymi poplecznikami ucieczką na kontynent. Schronienie znaleźli u wdowy po księciu Burgundii Karolu Zuchwałym, siostry Ryszarda III, Małgorzaty. Do portu w Mechelen, gdzie przebywali wygnańcy, dwór burgundzki wysłał w ramach wsparcia 2 000 niemieckich i szwajcarskich najemników pod urodzonym w Augsburgu weteranem Martinem Schwartzem. Wkrótce pojawili się także Sir Richard Harleston Wicehrabia Lovell i przywódca garnizonu w Calais, Thomas David z dalszymi posiłkami. Po zgromadzeniu zapasów i okrętów transportowych, Lincoln podjął decyzję o wypłynięciu do Irlandii, która w większości sprzyjała dalej Yorkom. Flota buntowników zawinęła spokojnie do Dublina 4 maja, a 20 dni później przy poparciu miejscowych magnatów i duchowieństwa, Lambert Simnel został koronowany w Katedrze Kościoła Chrystusowego na Edwarda VI. Do jego głównych zwolenników należeli bracia FitzGerald (Gerald, 8. Earl Kildare oraz Thomas, Lord Kanclerz Irlandii), którzy umożliwili mu zrekrutowanie 4 500 irlandzkich najemników (głównie lekkozbrojnych “kernów”). Ośmielony wielkością swych sił Simnel podjął decyzję o przeprawieniu się do Brytanii. Dokładnie miesiąc po przybyciu do Dublina Yorkowie dotarli do wybrzeży Lancashire, gdzie przyłączył się do nich Sir Thomas Broughton ze swymi zwolennikami zwiększając liczebność armii do 8 000 ludzi. Początek kampanii był zachęcający: Lovell rozbił nocnym atakiem wojska wrogiego Lorda Clifforda na bagnach Bramham, a Lord Scrope (inny zwolennik Yorków) przeprowadził dywersyjny atak na północy, odciągając uwagę armii Tudorów od głównych sił Lincolna. Niedługo potem, 12 czerwca natrafiono w lesie Sherwood kawalerię Edwarda Woodville, Lorda Scales, którą po trzech dniach walk zmuszono do odwrotu wgłąb Nottingham. Na tym zwycięski pochód Yorków miał się jednakże zakończyć. Wywołana starciami zwłoka w marszu umożliwiła Henrykowi VII zgromadzenie dalszych posiłków pod Georgem Stanley, Lordem Strange, Johnem de Vere, Earlem Oxford i królewskim wujem, doświadczonym Jasperem Tudorem. 15 czerwca armia królewska wymaszerowała z Newark po otrzymaniu wieści, że wróg przekracza rzekę Trent. Armię podzielono na trzy batalię: przednią pod Oxfordem, główną pod Jasperem Tudorem i tylną pod królem. Połączone siły Henryka liczyły około 12 000 ludzi, zarówno licznych przybocznych lordów jak i milicji chłopskich z Lancashire i wschodniej Anglii. Szczególnie przydatni mieli okazać się liczni łucznicy uzbrojeni w sławne długie łuki. 16 czerwca o godzinie 6.00 awangarda Oxforda napotkała wrogie siły na zboczu Rampire Hill. Lincoln miał przy sobie teoretycznie 9 000 żołnierzy ustawionych w jednym bloku na wzgórzu osłoniętym z trzech stron przez rzekę Trent z kontynentalnymi najemnikami oraz przybocznymi lordów w centrum i Irlandczykami na flankach. W ten sposób posiadał przewagę zarówno liczebną jak i wysokości nad awangardą Oxforda, ale poza Niemcami jego ludzie byli niezdyscyplinowani i słabo uzbrojeni. Zaraz na początku starcia Oxford wyprowadził wszystkich łuczników na przód swej batalii, a ci rozpoczęli zasypywać wroga strzałami. Ostrzał odniósł przeciętny skutek wobec opancerzonych najemników, ale na skrzydłach powodował spustoszenie wśród Irlandczyków, których część uciekła nawet w tym momencie z pola walki. Najemnicy dysponowali pewną ilością hakownic, ale nie byli w stanie zdecydowanie odpowiedzieć na ostrzał i De la Pole stanął przed poważnym dylematem: stać dalej na dogodnej pozycji pod nękającym gradem pocisków czy też ruszyć w dół zbocza i zaatakować bezpośrednio przeciwnika. Wybrał tą drugą opcję, obawiając się całkowitego upadku morale i przybycia reszty sił Henryka. Na początku nacierający z impetem Yorkowie zepchnęli batalię Oxforda do tyłu (szczególnie w centrum), ale front się szybko ustabilizował i jedynie Niemcy byli w stanie “pchać” dalej. Na pole przybyły w tym czasie pozostałe batalie Tudorów i Jasper wysłał dużą część swojej na pomoc broniącemu się de Vere’owi. Po prawie trzech godzinach rąbaniny Lancasterowie zdołali odzyskać pełną kontrolę nad polem walki. Resztki Irlandczyków i Anglików rzuciły się do ucieczki (wielu zostało wyciętych w pobliskim wąwozie zwanym od tego “Krwawą Rynną”), a najemnicy wraz ze Schwartzem i Lincolnem znaleźli się w okrążeniu. Nie mając możliwości odwrotu, Niemcy oraz Szwajcarzy zbili się w najeżone ostrzami koło. Wokół niego utworzyła się szybko “strefa śmierci”, gdy hakownice i halabardy zbierały żniwo wśród Lancasterów. Wkrótce poległ jednakże Lincoln, zaraz po nim Schwartz, a Levell cudem uciekł przepływając konno Trent i najemnicy, którzy byli w tym momencie “naszpikowani strzałami jak jeże” poddali się krótko po 9. Na polu bitwy zginęło około 4 000 Yorkistów, głównie Irlandczyków, w tym Earl Lincoln, Martin Schwartz i Thomas FitzGerald. Z przywódców uciekli jedynie Lovell i Broughton, Simnel i reszta dostali się do niewoli. Pojmanych najemników wypuszczono, ale wielu kolejnych szeregowych Anglików i Irlandczyków zginęło w kolejnych dniach jako że byli wieszani bez sądu przez ścigających Lancasterów. Tych ostatnich poległo nieco ponad 2 000 głównie w czasie ataków na “jeża”. Henryk VII, zadowalając się śmiercią Lincolna, chciał ostatecznego zakończenia niepokojów i nie życzył sobie tworzenia kolejnej opozycji na trupach obecnej, więc hojnie rozdawał ułaskawienia wśród rebelianckich lordów. Sam Simnel został uznany jedynie za marionetkę i zatrudniony w królewskiej kuchni (później awansował do stanowiska królewskiego sokolnika). Po przegranej na Stoke Field, niedobitki Yorków przyjęły w większości królewską propozycję pojednania i zakończyły Wojnę Dwóch Róż.

stokefield

1383

Na zjeździe w Sieradzu arcybiskup gnieźnieński Bodzanta podjął nieudaną próbę przeforsowania kandydatury księcia rawskiego i płockiego Siemowita IV na męża Jadwigi Andegaweńskiej i króla Polski.

“…Patrząc na skład krakowskiej komisji warto zauważyć, że wszyscy jej członkowie należeli do ścisłej elity urzędniczej w okresie panowania Kazimierza Wielkiego, a kilku z nich było na pewno w najbliższym otoczeniu króla: kanclerz krakowski Janusz Suchywilk, podsędek krakowski Andrzej z Wawrowic, Florian z Mokrska kanclerz łęczycki, a potem biskup krakowski i oczywiście wielkorządca generalny Bodzęta z Kosowic. Szczególnie ten ostatni zwraca tutaj uwagę, bo jako zarządca dóbr monarszych w Małopolsce był bardzo mocno zaangażowany w meliorację królewszczyzn, z którą to wiązało się najwięcej rewindykacji dóbr czynionych z polecenia królewskiego…”

“…W tym samym czasie wysłannicy arcybiskupa elekta: Jan z Czarnkowa, sędzia poznański Sędziwój Świdwa i kanonik Piotr ze Żnina […] udali się do Ludwika na Węgry, aby prosić o zgodę na wybór Dobrogosta. Wiadomo, że Ludwik odrzucił prośby obu elektów, a samego Dobrogosta kazał aresztować w Treviso i tym samym uniemożliwił mu objęcie arcybiskupstwa. Jego miejsce zajął Bodzęta z Kosowic, dotychczasowy wielkorządca generalny Małopolski…”

“…Do obozu pod Brześciem Kujawskim przybył także, wezwany tam przez Zygmunta Luksemburskiego, arcybiskup gnieźnieński Bodzanta. Ten, do tej pory zwolennik Siemowita, w lipcu 1383 roku, zmienił po raz kolejny swoją orientację polityczną. Obawiając się kłopotów ze strony kurii papieskiej, po tym jak królowa Elżbieta Bośniaczka oskarżyła go o popieranie księcia mazowieckiego, który chciał bezprawnie zająć tron polski, arcybiskup porzucił go i związał się z Grzymalitami na czele z Domaratem z Pierzchną, kasztelanem poznańskim (byłym starostą wielkopolskim), licząc na ich poparcie u monarchini. Arcybiskup wytłumaczył się jakoś przed Zygmuntem Luksemburskim ze swojego wcześniejszego postępowania i w efekcie został oczyszczony ze stawianych mu zarzutów…”

“…Wśród przeciwników uchwał radomszczańskich Janek z Czarnkowa imiennie wymienił dwóch dostojników: arcybiskupa gnieźnieńskiego Bodzętę i Domarata z Pierzchną, którzy wymawiali się złożoną wcześniej Zygmuntowi Luksemburskiemu przysięgą wierności. Nietrudno dostrzec intencji, jakimi musieli się obaj kierować. Bodzęcie brakowało doświadczenia politycznego, ani wówczas, ani później nie był zresztą osobą, którą można było posądzić o jakieś nadmierne talenty, które pozwalałyby zabierać się do współdecydowania o losach państwa. Jego związek z późniejszą kandydaturą mazowiecką jest, jak można sądzić, nie jedynym tego dowodem. Poparcie dla margrabiego brandenburskiego tłumaczyło pochodzenie Bodzęty z mało zamożnej szlachty sandomierskiej (ostatnio J. Tęgowski słusznie przypomniał, że jeszcze za czasów Kazimierza Wielkiego w ogóle podawano w wątpliwość jego przynależność do stanu szlacheckiego), a więc tym samym brak jakiegokolwiek zaplecza związanego z koneksjami rodzinnymi, jako homo novus przeforsowany został przez Ludwika Węgierskiego jako następca Janusza Suchegowilka na stolicy gnieźnieńskiej wbrew kandydatowi kapituły Dobrogostowi z Nowego Dworu. Czuł się więc Bodzęta zobowiązany do bezgranicznej wierności dla dynastii, której tak wiele zawdzięczał, co łatwo przecież zrozumieć. Nie było jego winą, że nie umiał dostrzec tego wszystkiego, co dostrzegali bardziej od niego doświadczeni i uzdolnieni polscy politycy. Temu swojemu brakowi politycznego rozeznania i wyobraźni Bodzęta zawdzięczał późniejsze wmanewrowanie się w popieranie Siemowita IV, które nie tylko stały w wyraźnej sprzeczności z dążeniami elit politycznych, ale wymierzone były również w politykę dynastyczną Andegawenów…”

“…Tymczasem arcybiskup gnieźnieński Bodzęta - jak informuje Jan z Czarnkowa - przybył w dniu 7 V, na trzy dni przed Zielonymi Świątkami, do Krakowa w towarzystwie Siemowita i 50 jego zbrojnych ludzi. Mogło się wydawać, iż udaje się do Sącza, ale wraz z Siemowitem i eskortą pozostał w Krakowie. Nie wpuszczono ich do miasta, więc zatrzymali się u św. Floriana. Ponieważ wzbudzili tu wrogie nastroje i zachodziła obawa tumultu, udali się do Korczyna, gdzie przebywali dwa tygodnie. Jan snuje domysł, zapewne niebezzasadny, że Siemowit zamierzał porwać Jadwigę i siłą doprowadzić do małżeństwa z nią, aby tą drogą osiągnąć koronę. Plan ten wszakże został w porę ujawniony i kronikarz dopuszcza możliwość, że właśnie dlatego opóźniono przyjazd Jadwigi do Polski…”

sieradz

sieradz2


Edytuj tę stronę dzieląc się własnymi notatkami!

Subscribe to Notatki historyczne Tomka

Get the latest posts delivered right to your inbox

Tomasz Waszczyk

Tomasz Waszczyk

Ten kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości.

Read More